wtorek, 10 marca 2015

15.

POV Fizzy
   Boli mnie głowa. Jedyne czego teraz chcę to żeby Scarlett w końcu się zamknęła. Dziewczyna nie mogła przestać mówić o makijażu, włosach, ciuchach i Luke'u.
- ...mam na myśli, że wydaje mi się, że tak naprawdę nie jesteśmy w związku - mówiła, kiedy nagle powróciłam do rzeczywistości.
- Z Lukiem?
- Tak. To znaczy, całuje mnie, a myśli o kimś innym.
- Naprawdę?
   Czyli jeszcze jednak jest nadzieja.
- Tak. Nie rozumiem dlaczego! Coś ze mną nie tak? Czy jestem jakimś potworem czy coś?
- Nie, oczywiście, że nie Courtney! Jesteś wspaniała! - Wow. Czy te słowa właśnie wyszły z moich ust? I co dalej? Zacznę nosić różowe wstążki we włosach i śpiewając piosenki z Czarnoksiężnik z krainy Oz?
- Naprawdę. Oh Fizz, jesteś taka słodka! Ale dlaczego on to robi?
- Może... Niektórzy faceci spotykają się z dziewczynami tylko ze względu na ich wygląd i nie zależy im aby je lepiej poznać. - powiedziałam powoli, myśląc o Ashu i Courtney. Może... może z nim właśnie tak jest.
   Scarlett westchnęła i oparła się o barierkę.
- Ty chyba to wiesz najlepiej. W końcu jesteście najlepszymi przyjaciółmi, prawda?
- Tak. Tak myślę.
   Pokręciła głową.
- Masz szczęście, wiesz?
- Naprawdę? - spojrzałam na nią.
- Tak. Masz chłopaka, który jest w tobie zakochany.
- Cóż, nie sądzę aby to zaszło, aż tak daleko.
- Ale to jest oczywiste! Cały czas patrzy na ciebie, takim miękkim wzrokiem. Traktuje cię z szacunkiem. A sposób w jaki cię dotyka... to takie słodkie. Nie rozumiem dlaczego Luke'owi nie podoba się że jesteście razem. Jesteście dla siebie stworzeni. Może myśli, że Ashton nie jest w tobie zakochany, tylko chce ci wskoczyć dom łóżka.
   Zakrztusiłam się śmiechem.
- Luke wydaje się być obrażony na Asha, nie uważasz?
- Też tak sądzę.
- Nie rozumiem dlaczego on się na niego obraził. Teraz cały czas chodzi naburmuszony i w ogóle nie zwraca na mnie uwagi.
- Nie martw się. Luke po prostu uważa Asha za podrywacza.
- Yhym... To musi cię naprawdę męczyć, kiedy wszyscy myślą, że jesteście ze sobą tylko dla jednego.
- Hmmm... Ash pewnie kochał się więcej razy, niż ja zepchnęłam kogoś do basenu.
- Cóż nigdy nic nie wiadomo.
   Milczałyśmy przez chwilę.
- Więc, jak długo lubisz Asha?
- Nie wiem - powiedziałam szczerze. - Myślę, że lata. Od kiedy mam czternaście lat. Wtedy był naprawdę słodkim chłopakiem. Boże, byłam nim taka zachwycona.
- A teraz już nie jest?
   Zamyśliłam się na chwilę.
- Cóż ma już dziewiętnaście lat, wydoroślał. Nie jest już taki jak kiedyś. Chociaż ostatnio...
   Właśnie. Coś się zmieniło od czwartku rano. Coś musiało się zmienić. Czy to chodzi o mnie? Czy to w ogóle możliwe? Cóż... mam zamiar się tego dowiedzieć.
- Emmm Scarlett będę szczera. Nie lubię chodzić na zakupy, więc...
- Wiem. Chcesz już wracać i zobaczyć się ze swoim chłopakiem? Rozumiem.
- Dzięki Scarlett.
POV Ashton
   Nie mogłem tego zrobić. To się nie stało. To jest po prostu niemożliwe. To po prostu... były... pewne... problemy mechaniczne.
   Patrzyłem jak się ubiera, a dym praktycznie wychodzi jej z uszu.
- Wiedziałam, że coś się dzieje między wami dwojgiem!
- To nie prawda.
- Więc wyjaśnij mi dlaczego powiedziałeś do mnie Fizz, kiedy mnie całowałeś?!
- Ja... nie mogę.
- Wiedziałam, że się spotykacie!
- Nie spotykamy się!
   Courtney przeciągnęła bluzkę przez głowę i przewróciła oczami.
- Takie bzdury to nie mi.
- To prawda!-zeskoczyłem z łóżka. - Courtney, nie kłamię!
- Spotykacie się, a ja zamierzam to udowodnić. Aha i możesz tylko czekać, aż powiem wszystkim, że nie wszystko dobrze u ciebie działa. Czy to nie idealne ukoronowanie?
- Courtney...
- Ty i twoja dziewczyna pójdziecie na dno, a ja będę na to patrzeć. Zobaczysz mnie w oddali, śmiejącą się. Tylko poczekaj!
   Trzasnęła drzwiami od mojego pokoju. Patrzyłem na to tylko w bokserkach, przetwarzając to co przed chwilą usłyszałem.
   Jeszcze zanim Courtney wyszła przez frontowe drzwi, ponownie otworzyły się te od mojego pokoju i stanęła w nich Fizz. Jej usta od razu uformowały się w literę O, a oczy rozszerzyły się.
- Och... hm... przeprasza... Ja po prostu...
   Zanim Courtney zdążyła jeszcze wyjść, odwróciła się i powiedziała do Fizz.
- Och, chciałam ci powiedzieć, że twój chłopak ma małe problemy z erekcją. Pomyślałam, żeby ci to powiedzieć, jeśli zamierzalibyście coś robić w najbliższym czasie.
- On nie jest moim chłopakiem! - Fizz krzyknęła na nią, kiedy wybiegła z mieszkania.
   Spojrzała na zamknięte drzwi i odwróciła się do mnie. była wściekła.
- Co ty sobie myślałeś?! Czy ciebie naprawdę pojebało?! Czy ty nigdy się nie zmienisz!? Nie mogę uwierzyć! Co ja sobie myślałam, w końcu jesteś kobieciarzem! Nadal jesteś tym samym palantem co w zeszłym tygodniu! A ja byłam zbyt głupia, żeby pomyśleć, że się zmieniłeś. Zawsze taki będziesz! Nigdy się nie zmienisz!
   Z tymi słowami odwróciła się i poszła do swojej sypialni, trzaskając głośno drzwiami.
   Zacząłem się ubierać zupełnie zszokowany tym co się właśnie stało.
   Nie mogę uwierzyć, że to zrobiłem. Co ja sobie myślałem? Wykorzystywałem jedną dziewczynę, aby stłumić uczucie do drugiej. A teraz obie mnie nienawidzą.
   Włożyłem na siebie zużyte jeansy i koszulkę, a następnie spryskałem się dezodorantem aby pozbyć się zapachu Courtney.
   Wzdychając głęboko, wyszedłem z pokoju i zapukałem do drzwi Fizz.
- Odejdź, Ashton!
- Fizz! - krzyknąłem przez drzwi. - Chodź musimy porozmawiać.
- Jak mogłeś? Jak mogłeś?
- Hej, zachowujesz się jakbym naprawdę cię zdradził.
   Dlaczego ja to powiedziałem?
   Fizz otworzyła drzwi, ale jej wściekłość była jeszcze większa.
- Ty... jesteś... jesteś...
   Jąkała się. To nie jest dobry znak.
- Zaufałam ci - powiedziała w końcu. - Myślała, że się zmieniłeś! Mówiłeś, że skończyłeś z Courtney! Zachowywałeś się jakbyś faktycznie chciał się zmienić! Ale najwyraźniej to wszystko było kłamstwem.
- Nie! Fizz, przysięgam, że nigdy cię nie okłamałem. I przysięgam, że się zmieniłem. To tylko... pomyłka. Przez sekundę byłem dawnym sobą. Nie możesz oczekiwać, że zmienię się tak po prostu. - zademonstrowałem placami. - I dlaczego ja mam przepraszać? Dlaczego nawet ci się tłumaczę? Co to dla ciebie znaczy? Jesteś przecież zakochana w Luke'u. Boże Fizz, jesteś jakąś królową dramatu.
   O mój Boże. Nie chciałem tego powiedzieć.
   Chyba najbardziej na świecie pragnąłem teraz aby cofną się o tę godzinę do tyłu i wszystko zmienić.
- Ja... Fizz, przysięgam, ja nie... po prostu...
   Ale Fizz tylko spojrzała na mnie jej dużymi, pięknymi oczami wypełnionymi nieprzeniknionym bólem, a ja wiedziałem, że naprawdę mocno ją zraniłem.
- Miałeś być jednym z tych dobrych - powiedziała cicho. - Miałeś być jednym z tych facetów, który traktuje dziewczyny z szacunkiem. Ale to oczywiście się nie stało. Tak mi przykro. Oczekiwałam od ciebie zbyt wiele. Okazuje się, że to tylko moja wyobraźnia. Obiecuję, że już nigdy o nic cię nie poproszę. Wiesz dlaczego? Zawsze zawodzisz.
***
Nareszcie napisałam. Trochę zeszło ale jest. Obiecuję, że następny będzie dłuższy. Mam nadzieję, że się podoba XD